sobota, 20 kwietnia 2013

Rozdział 2, część 1



"Od­wa­ga to pa­nowa­nie nad 
strachem, a nie brak strachu."
[…]
-Dobrze Aniele, ale musisz do mnie dzwonić, o każdej pełnej godzinie w ciągu dnia, a nocą wpuszczać do swoich snów.
      Gdyby to była normalna sytuacja, nigdy bym się na to nie zgodziła. Jednak wiem do czego jest zdolny Rixon, więc tylko przytaknęłam.
      Nie jestem pewna jak to się stało, ale przez uchylone okno wpadł wiatr. Moja torebka zsunęła się z sofy, a wtedy wypadła z niej wizytówka Detektywa Basso. Tego samego Archanioła, któremu ja i Patch tak dużo zawdzięczamy. Wykręciłam podany numer i prawie od razu odebrał tak dobrze mi już znany męski głos:
-Sekcja praw i obowiązków Aniołów, Basso słucham, w czym mogę pomóc?
-Z tej strony Nora Grey chciałam zapytać, czy są jakieś nowe wiadomości dotyczące Upadłych, którzy trafili do piekła?- zapytałam wciąż drżącym głosem.
-Nora? Nie, z tego co wiem to nic na dzień dzisiejszy się nie zmieniło. A czemu pytasz?- Podejrzliwość można była odczuć w jego głosie.
-Patch widział bramy i z tego co wiem nie wyglądają one normalnie. Miałam także wizje, a raczej senny koszmar, w którym role główną objął Rixon.
-Gdzie jesteś?!
-U Jev’a (prawdziwe imię Patch’a)- odpowiedziałam, trochę zdziwiona jego szybkim zaangażowaniem.
-Zostańcie tam, ja zaraz przylecę.-  Nie bez powodu użył słowa „przylecę”.
      Nie minęło 5 minut, a rzeczona osoba już była. Jego wygląd diametralnie odbiegał od tego, jak go zapamiętałam. Na nogach miał białe glany, nieskazitelnie czyste i starannie zawiązane. Spodnie na gumce, także promieniujące jasnością. Odziany był też w koszule, tym razem niebieską z ciemno granatowymi guzikami. Nad jego głową unosiła się jakaś poświata.
      Omówiliśmy sprawę, oni najchętniej zamknęli by mnie w więzieniu, byle nie stała mi się krzywda. Doceniam to, że się o mnie tak troszczą, ale już poradziłam sobie z tyloma niebezpieczeństwami. Naprawdę wystarczą już te środki ostrożności, które obgadaliśmy z Patchem. W sumie to dodatkowe treningi mi nie zaszkodzą, Nefile z reguły są wysportowane i silne, ale ja posiadam tylko krew nefilską. Urodziłam się człowiekiem, to dzięki mojemu "kochanemu" biologicznemu ojcu- Hankowi Millarowi, stałam się tym czymś.
      Po wyjściu Archanioła, Patch zaczął mi szeptać jakieś słodkie słówka do ucha i złapał mnie za rękę z taką czułością, przez co od razu poczułam się lepiej. 
C.D.N...
~ Nefilka

piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział 1, część 4


[…]
      Śniło mi się, że biegnę przez tłum ludzi, wokół same obce twarze. Z wyjątkiem Rixona tego samego, który zabił mojego przyszywanego tatę- Harrisona Grey'a i miał chęć na pozbycie się mnie. Oczywiście nie udało mu się to, jego plan został wykryty przez Patcha, a wtedy on spalił jego jedyne pióra i wysłał go bezpowrotnie do piekła. Ale to nie był koniec. Morderca pojawił się jeszcze raz w moim życiu, kiedy Dante wypuścił wszystkie Upadłe Anioły z piekła, przy użyciu diabelskiej mocy.
       W jego oczach dostrzegłam dziwny błysk, zauważył mnie. Niewiele się zastanawiając, zaczęłam biec ile tchu. Przypadkowi przechodnie, na których się natchnęłam, nawet nie zwracali na mnie uwagi. Przystanęłam na chwile, aby złapać oddech i obróciłam się za siebie. A tam próżnia, żadnego żywego ducha, dosłownie biała czeluść.
-Patch, Patch...- zaczęłam wołać przerażona ze łzami w oczach.
        Strach napełnił mnie całą od stóp do głowy. Nie wiedziałam, co dalej mam zrobić. Byłam sama, nie było ani jednej osoby, która mogłaby mi pomóc. Kiedy już zrezygnowana chciałam usiąść,  podłoga nagle runęła, a ja znalazłam się w tarapatach.
***
       I wtedy się na szczęście obudziłam. Patch trzymał mnie na rękach i wyglądało na to, że już od dłuższego czasu próbował, przerwać mój koszmar. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie i byłam pewna tego, iż on wie, co przed chwilą przeżyłam. Kiedy mnie objął i mocno do siebie przyciągnął, wszystkie emocje ze mnie wypłynęły, zaczęłam płakać jak małe dziecko.
-Aniele, jestem prze tobie, już nic ci nie grozi- powiedział zatroskanym tonem.
-Dlaczego?! Dlaczego, Rixon?- spytałam niewiele rozumiejąc.
-Obiecuję dowiem się, co się dzieje, ale w tym czasie, proszę cię nie oddalaj się od domu...
-Ale, co z moją mamą? Miałam wrócić po weekendzie. Wiesz, co Hank jej zrobił, ona nie może zostawać tak długo sama.
C.D.N...
~ Nefilka
      

czwartek, 18 kwietnia 2013

Rozdział 1,część 3


[…]
     Wtedy on jakby chciał pokazać, że jego słowa to nie tylko głupie gadanie, wziął mnie na ręce i zaniósł do sypiali, a tam ułożył delikatnie na miękkiej, jedwabnej, czarnej pościeli.
-Zaraz wrócę Aniele, nie ruszaj się stąd.- A mówił to takim tonem, że wszystkie troski odpłynęły w dal.
     Dopiero teraz zauważyłam, że wraz z kwiatami, do domu przyniósł koszyczek świeżych truskawek. Słyszałam, jak delikatnie nakłada je na miskę i pokrywa bitą śmietaną. Później położył się obok mnie i podał mi naczynie pełne, tak apetycznie wyglądających owoców, że aż szkoda było je jeść. Patch włączył jakąś komedie romantyczną, ale nie wiele z niej pamiętam, bo przez cały seans wygłupialiśmy się bitą śmietaną.
      Było wprost cudownie, uwielbiam takie wieczory.
***
      Aż tu nagle zadzwonił mój telefon, to Vee. Odebrałam, lecz podświadomie czułam, że to nie będzie przyjemna rozmowa. Ostatnio z moją przyjaciółką dzieje się coś strasznego i ja chyba nie umiem jej pomóc
-Cześć V…- nie dała mi skończyć.
-No hej Nora, jak tam?- Jej głos sprawił, że od razu uśmiechnęłam się. To była dawna, Vee.
-Dobrze, jestem z Patchem, a jak tam u Ciebie?
-W porządku, wybieramy się dziś z Gavinem do „Enzo” idziecie z nami?- zapytała podekscytowana.
      Wtedy spojrzałam na niego i zauważyłam, że chyba słyszał, o co pytała. Arogancki uśmieszek mówił mi: „Ja dziś nie zamierzam wychodzić z tego łóżka.”.
-Przepraszam Vee, ale chyba zostawimy Was sam na sam.- Aż poczułam, jak się uśmiecha.
-Ok, to ja kończę, pa!
      Nie zdążyłam się pożegnać, a ona już się rozłączyła. Chciałam jej powiedzieć, że ma mi wszystko opowiedzeć, tak jak to jest w naszym zwyczaju.
      Zerknęłam na zegarek, nie zdawałam sobie sprawy, że jest już tak późno, a ja zrobiłam się zmęczona. Wtuliłam się w ukochanego i odpłynęłam w błogi sen.
C.D.N...

~Nefilka ♥

środa, 17 kwietnia 2013

Rozdział 1, część 2



[…]
     Często jest tak, że wychodzi z domu bez słowa. Strasznie się martwię, bo takie sytuacje z Patchem, nigdy nie wróżyły niczego dobrego. Teraz też go nie ma, jest sobota, a ja dopiero, co ześlizgnęłam się z łóżka.
***
     Nagle usłyszałam dźwięk, przekręcającego się klucza w zamku. I do mieszkania wszedł cały i zdrów. Ale czemu ma taką pochmurną minę, czy coś się stało? Nie, nie będę go o to pytać. Nie i koniec, jestem na niego zła. Nora nie daj się.
-Witaj Aniele- powiedział z tym swoim aroganckim uśmieszkiem, wręczając mi bukiet moich ulubionych kwiatów- czerwonych tulipanów. 

     I jak ja tu się mam na takiego gniewać?! No cóż, wzięłam od niego pęk kwiatów i włożyłam je do wazonu, z lekkim średnio zauważalnym zadowoleniem.
-Czy coś się stało, Aniele?- zapytał zdezorientowany.
-Po prostu denerwuje mnie to, że nic mi nie mówisz…
-A, co byś chciała wiedzieć?- I znowu na jego twarzy pojawił się ten arogancki, a jednak pociągający wyraz twarzy.
-No czy ja wiem?! Może np. to czemu ostatnimi czasami ciągle znikasz?- wybuchłam.
     On jednak nie dał się sprowokować, podszedł do mnie, delikatnie objął mnie w pasie i z taka samą czułościom pocałował. Wtedy wypłynęła ze mnie cała złość, ale on na tym nie poprzestał. Zrobił coś, czego się nie spodziewałam, wziął moją rękę i przyłożył do dobrze mi już znanej blizny.
      Zobaczyłam bramę do piekła, wyglądała straszniej niż kiedykolwiek ją sobie wyobrażałam. Ale po mimo tego, że widzę ją właśnie pierwszy raz, zauważyłam tam coś nietypowego. Kraty były całe czerwone, ale od strony framug, mieniły się na odcienie szarości. Podświadomie wyczułam, że nie wróży to nic dobrego…
     Nie myliłam się. Kiedy tylko ja i Patch ocknęliśmy się, nastąpiła głucha niezręczna cisza.
-Czy to oznacza, że to wszystko powróci?- Zdołałam wykrztusić z siebie już tylko to.
-Nie- odparł stanowczo i konkretnie, a mówiąc to pogłaska mnie po policzku.- Wiem jednak to, że nie dzieje się tam nic dobrego. Musi być tam stanowczo za dużo upadłych… Nie martw się Aniele, nie pozwolę by stała ci się krzywda.- Powaga w jego głosie zaczęła mnie przerażać.
C.D.N...
~Nefilka ♥

wtorek, 16 kwietnia 2013

Rozdział 1, część 1 :)



[…]
     Nareszcie! Wszystko, co trapiło mnie od około pół roku skończyło się. Byłam już tylko ja i Patch. Zapowiadało się tak pięknie, a jednak... Moje życie jest, jak moje włosy, skręcone i trudne do ułożenia. Pamiętacie może moją najlepszą przyjaciółkę- Vee? Totalnie załamała się po śmierci Scotta. Starałam się ją jakoś pocieszać, ale chyba nie idzie mi to dość dobrze. W jej zdaniach odbija się echem tylko jedno: „Jestem Nefilką! I mam teraz żyć wiecznie bez niego?!”. Trudno odpowiedzieć na takie słowa. Szczególnie zważając na to, że wiem, co przeżywa. Sama przecież, kiedyś straciłam Patcha. No, ale ze mną było zupełnie inaczej…
Wczoraj byłyśmy na pączkach i muszę przyznać, że z każdym dniem z nią jest coraz lepiej. Nawet spodobał się jej pewien chłopak, ma na imię Gavin i niedawno przeprowadził się do Coldwater. Zgodziła się namówić na randkę, do parku Delphic! Może i nie wiąże samych dobrych wspomnień z tym miejscem, ale i tak jest sentymentalne.
*
-Halo! Nora?! Przyjedź po mnie prooszzzeee…- To był głos Vee, ale tak dziwny, że aż sama się przelękłam.
-Co się stało?!- wykrztusiłam z siebie.
-Nic, po prostu ja myślę, że to nie to. No, bo pomyśl on jest człowiekiem i to wszystko nie ma sensu.
-Chcesz mu tak po prostu zwiać?- zapytałam lekko zdziwiona.
-Chyba… A uważasz, że nie powinnam?
-Czujesz coś do niego?- zapytałam nieśmiało.
-Tak.
-Więc idź tam i baw się dobrze, całuski.
      Co ona najlepszego wyrabia?! Wiem, że to trudne umawiać się z chłopakiem, wiedząc, że on kiedyś umrze, a ty zostaniesz. Patch musiał czuć to samo. A dzisiaj proszę, jesteśmy szczęśliwi, może miewamy drobne kłótnie. À propos on cały czas czegoś mi nie mówi…

~ Nefilka